Empatia empatią, ale nie każde serdeczno - współczujące pytanie o żonę - matkę czwórki dzieci, skierowane do zarobionego również jak bury osioł męża, pobrzmiewa zgodnie z intencjami.
- A co tam, Grzesiu, u Joli? Wydala jakoś?
Jogger pozwala Ci prowadzić dziennik internetowy. Bloguj, komentuj wpisy i otrzymuj powiadomienia przez Jabbera w komunikatorze internetowym.
Dołącz do społeczności lepszych alternatyw.
Najnowsze wpisy RSS
Empatia empatią, ale nie każde serdeczno - współczujące pytanie o żonę - matkę czwórki dzieci, skierowane do zarobionego również jak bury osioł męża, pobrzmiewa zgodnie z intencjami.
- A co tam, Grzesiu, u Joli? Wydala jakoś?
Pojechaliśmy dziś do Decathlona żeby pogadać z kimś kompetentnym w serwisie rowerowym co z robić z hamulcem w rowerku Młodego. Czy wymienić badziew, czy co. Stoję sobie grzecznie w kolejce a pan najpierw obsługuje inną panią...
- Czy można to u Was zostawić? - pani wyciąga z torby kółko od wózka.
- A co się się stało? - pyta pan
- Powietrze zeszło - pani demonstruje flaka...
- A ma pani dętkę?
- Jest w środku.
- Jak w środku? To co mamy zrobić?
- Powietrze zeszło, nie da się napompować, trzeba zalepić.
- Ale my tu nie zalepiamy!
- To co można z tym zrobić?
- Trzeba wymienić.
- To możecie wymienić?
- A ma pani dętkę?
- Tak. Jest w środku!
Stoję 1m dalej i staram się nie płakać ze śmiechu :-D Profesjonalizm pana z serwisu mnie powalił ;-) Blondynka blondynką, ale ten gostek po prostu zabijał %-) W końcu wpadł na to że można sprzedać pani dętkę!!! Jeszcze chwila a bym mu to chyba podpowiedziała ;-) Nie zostawiłam mu rowerka. Hamulec przekonfigurowaliśmy sami. Po kolejnym padzie idzie do profesjonalnego serwisu rowerowego do wymiany z linką i resztą jakby co ;-)
Jak kupowałem tableta pół roku temu, to w ramach nie płacenia gotówką, skoro nie trzeba, został on wzięty na idiotenkredyt z Sygma Banku (a właściwie Banqueu). Idiotenkredyt polega na tym, że jest bardzo długi i niezbyt opłacalny, ale w ramach marchewki jest przepis, że jeśli się kwotę kredytu spłaci przed upływem szóstej raty, to nie ma żadnych kosztów.
Ok, czyli na samym kredycie sobie akurat na mnie nie zarobią, wręcz będą w plecy, bo oddaję im dokładnie tyle samo, co pożyczyłem, ale pół roku później, więc raz inflacja i dwa koszta obsługi (choćby przysłanie mi papierologii).
Ale Sygma Banque powinien się nazywać Namolny Banque. Poza papierologią z planem spłat dostałem,
o ile mnie pamięć nie myli:
– pocztą nieaktywowanego MasterCarda,
– pocztą pin do rzeczonej karty z przypomnieniem o aktywacji,
– sms z informacją o promocji przy zakupach kartą,
– sms z instrukcją jak aktywować kartę,
– przed chwilą sms z informacją, że będzie do mnie dzwonił automat do aktywacji kart
(Automatyczny Doradca Aktywacyjny) w jakiejś bardzo ważnej sprawie (ciekawym jakiej?).
Jestem całkiem zadowolony z faktu, że bank sobie na mnie nie zarobi, a wręcz może stracić, ale z drugiej strony zastanawia mnie jedna rzecz – w prawidłowo działającym kapitalizmie, duży gracz, jakim jest bank, powinien mnie być wstanie z coś takiego jakoś ukarać. Na przykład robiąc mi koło pióra w jakiejś bazie informacji kredytowej.
Ja wiem, że nominalnie takie numery nie powinny być do przeprowadzenia (bo prawodawca), ale ciekawym jak w praktyce z tym jest i jak bardzo upierdliwym może taki bank się okazać. Ktoś może sobie kiedyś badał historię kredytową, czy coś w ten deseń?
[img]25 maja w Ukrytym Mieście, przy ul. Nowakowskiego 16 w Warszawie, podczas kolejnego
spotkania z cyklu „Kawa i czasopisma” będą czytane magazyny filmowe: „Kino”, „Kwartalnik
Filmowy”, „Panoptikum”, „Film & TV Kamera” i „EKRANy”.
Uczestnicy spotkania będą rozmawiać o przyszłości czasopism filmowych: czy czeka je podobny los
do tego, który spotkał miesięcznik „Film”, ukazujący się w maju po raz ostatni? w jaki sposób
mogą stawić czoło coraz liczniejszym stronom internetowym, w których publikuje się recenzje,
wywiady z gwiazdami, reżyser(k)ami, a często także i dogłębniejsze analizy filmowe?
Przykład czasopisma „EKRANy”, które jest najmłodsze spośród wymienionych – powstało w 2011 roku i
dotychczas ukazało się 12 numerów – pokazuje, że wciąż jest miejsce na nowe periodyki o tematyce
filmowej. Czy chodzi o odświeżenie formuły magazynu zajmującego się kinem, a może o
zagospodarowanie przestrzeni do tej pory nie opisanej, a przynajmniej opisywanej niedostatecznie?
Jaką rolę odgrywają dziś czasopisma filmowe w bardzo rozległych polu audiowizualnym?
Być może wspólna lektura czasopism pozwoli odpowiedzieć na te i inne pytania. Zapraszamy do
wzięcia udziału w spotkaniu!
Więcej o cyklu: http://czytelnia.czasopism.pl
Facebook: www.facebook.com/kawa.i.czasopisma
Prawdziwie dobra kobieta wybaczy facetowi nawet, jeżeli ten nie jest niczemu winien.
Bywają takie momenty, że wszystko co noszę z tyłu głowy ucieka jeszcze dalej, i nowo nanoszone myśli osadzają się i wyrastają jak dzikie zioła. Trafił mnie właśnie temat broni białej, i marzenia wszelkie o dodawaniu jej wspaniałości. Przy dawnej miłości do drewna zaczęły mi się marzyć zdobione bo-keny. Sceny w których przejeżdżam po wymarzonej właśnie powierzchni palcami - niezastąpione. Uświadomienie sobie, że prawdopodobnie nie uda mi się nic takiego na fali uniesienia wykonać z braku zasobów - gorzko-kwaśne. Ale nic to!
Wyobraźnia jest od tego, aby nas bawiła i inspirowała. Dlatego też, kiedy wracam do aktualnych wyzwań - okazuje się, że to co miałem za zadanie, któremu mam sprostać - jest tylko przełącznikiem, którego użycie udostępni energię dalszej części obwodu. Właśnie po to - aby wykonać wymarzony bo-ken jeszcze na fali "pierwszej miłości".
Dziś odkryłem - że nadal jestem zdolny do gniewu. Paradoksalnie przyniosło mi to niesamowitą ulgę. Czasem potrzebujemy przypomnienia - że daleko nam do doskonałości. Nawet takiej skromnej - na własny użytek. Ścieżka po której przetacza nas czas, jest dyktowana tym, że nadal kochamy kierunki w których chcemy sie udać, a pozycja wyjściowa wytwarza iskrę.
Błysk, i nie ma. Przeszedłem dalej - gdze kolejny przełącznik czeka na mój palec, aby kolejna iskra przyszła na moje żądanie, a nie z litości upływającego czasu.
Kilka lat wstecz trasę tą często pokonywał student/absolwent informatyki. Pomyślałem sobie, że jak już nawet i taki potrafił... ;) Do tego, jak się dowiedziałem o kosztach podróży liczonych w bananach na kilometr, to już siedziałem na rowerze.
A i widoki na trasie też nie najgorsze.
Szukając e-wydania powieści Victora Hugo "Człowiek śmiechu"
stwierdziłem, że gdzieś w sieci musi być jakieś legalne wydanie jeżeli nie darmowe to super
tanie. Książkę znalazłem za friko na virtualo.pl. Jest to kolejna księgarnia, która ma szeroką
ofertę książek, a zwłaszcza czasopism. Choć wydanie książki nie woła jeszcze o pomstę do nieba,
to osoba pracująca z OCR powinna nieco więcej włożyć w to serca. Przy tym wydaniu przydatna jest,
choćby pobieżna, znajomość francuskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, angielskiego i łaciny (brak
przypisów).
Znalazłem tę księgarnię przez wyszukiwarkę cen ebooków. Nie zawsze
są ceny sczytane na bieżącą chwilę, więc poranne polowanie na przeceny odbywa się również też od
wejścia na konkretne serwisy. Spis księgarni.
[img]
Naszło mnie ostatnio takie spostrzeżenie: Ziemia powstała 4.5 mld lat temu, więc obszar, do którego już dotarło światło (czy jakiekolwiek inne oddziaływania) z naszej planety od momentu jej powstania, stanowi kulę o promieniu 4.5 mld lat świetlnych i objętości ~380 * 10^27 lat świetlnych. Wszechświat powstał ok. 13.8 mld lat temu; wiek Ziemi stanowi więc ok. 32.6% wieku Wszechświata, a że objętość jest proporcjonalna do sześcianu promienia, to łatwo policzyć, że informacja o uformowaniu się naszej planety dotarła jak dotąd do - uwaga - mniej więcej 3.5% obserwowalnego Wszechświata.
Innymi słowy: 96.5% ewentualnych mieszkańców obserwowalnego Wszechświata jeszcze nie wie - bo nie może wiedzieć - że planeta zwana Ziemią w ogóle istnieje.
O tym, że powstało na niej życie, nie może wiedzieć 98%.
O tym, że wykroczyło ono ponad mikroorganizmy - 99.994%.
O tym, że pojawiły się dinozaury - 99.9995%.
O tym, że wyginęły - 99.999994%.
O tym, że jakieś małpy zlazły z drzew i zaczęły ganiać za antylopami - 99.999999995%.
O tym, że zaczęły budować piramidy - 99% i jeszcze osiemnaście dziewiątek po przecinku.
W bardzo niewielkim przybliżeniu można więc powiedzieć, że z perspektywy Wszechświata nie tylko nic nie znaczymy, ale nawet w ogóle nie istniejemy...
Przez tą całą "aferę zbożową" wykop.pl właściwie stał się nawet ciekawszy niż normalnie; zajrzałem tam po raz pierwszy od nie wiadomo kiedy. Nawet konto założyłem, nawet (o wstydzie) coś dodałem, ale zakopują :)
Ponad 8 tys. francuskich gospodarstw domowych zapłaciło podatek większy od ich ubiegłorocznych dochodów. Tak wynika z danych francuskiego ministerstwa finansów. A w wypadku kolejnych 12 tys. gospodarstw domowych wielkość podatku przekroczyła 75 proc. ich dochodów w 2011 roku. (...) Kontrowersyjny podatek dla najbogatszych został wprowadzony w ubiegłym roku po wygranych wyborach przez socjalistów. Opodatkowanie najbogatszych było jednym z haseł wyborczych nowego prezydenta. [link]
A w innym bastionie socjalizmu - a może socjaldemokracji? - dla równowagi zabrakło srolek. Heartlandy paru tutaj w pełnym rozkwicie. Uszczegółowiłbym tych "paru tutaj", ale się jeszcze Cichy, Ciupak i czarnobiaua poobrażają...
Powoli zamykam kolejny etap życia. Dzisiaj, przeszukując mój dysk twardy, znalazłam zapiski z nieistniejących już blogów z lat 2008-2009 - z czasu kiedy kończyłam gimnazjum i opisywałam wszystkie swoje nadzieje związane z następnym etapem edukacji. Czy moja wizja kolejnych czterech lat się spełniła? Trudno powiedzieć. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że teraz przeżywam coś podobnego. Tym razem jednak, jestem w o wiele lepszej sytuacji. Wtedy, w wakacje 2009 roku, ogromnie się nudziłam, bo z okazji bycia dzieciakiem, musiałam siedzieć w domu. Dodatkowo nie miałam własnego kąta, laptopa, planów na przyszłość.
Powyżej praca z konsultacji - moja pierwsza przygoda z Plastykiem.
(...)
Dziś rano miałam podobną rozmowę z mt3o. Brakowało tylko pytania o lekcje...
[img]
ika 2 dni temu
Paskuda została po południu porwana przez ciotkę. Na stanie został zatem tylko Krzyś. Już dawno chcieliśmy obejrzeć co zrobiono ze starym parkiem "Szwajcaria". Podobno coś tam miało być odnowione. Kawałek od nas to jest. Bez sensu jechać samochodem, piechotą od biedy można iść ale najlepiej pojechać rowerem. Młody ucieszył się na propozycje wyprawy i... zażyczył sobie pojechać na swoim rowerku! Tak na oko było to do zrobienia. Sama była ciekawa co może z tego wyniknąć. Młody został pouczony co może robić, czego nie wolno, obiecał być bezwzględnie grzeczny i wykonywać polecenia w trybie natychmiastowym. Zgodził się na wszystko %-)
Pod garażem spytałam jeszcze...
- Damy radę?!
- Tak! Damy radę! - odpowiedział przejęty Ptysiek.
Dzielnie tuptał na swoim małym rowerku obok mnie, czasem zostawał trochę z tyłu, czasem wylatywał
do przodu. Na początku jechaliśmy przez park i przez osiedle, więc można było sobie pozwolić na
trochę eksperymentów. Tempo było delikatnie ujmując spacerowe ;-) W zasadzie miejscami
zastanawiałam się czy na moim rowerze nie zacząć przebierać nogami z zupełnym pominięciem
pedałów. Jajcuś wyrwał się do portali, a my powoli i konsekwentnie podążaliśmy co celu najkrótszą
drogą. Widać było że Młody się bardzo stara. Potem przyszła kolej na jazdę chodnikiem przy ulicy.
Jechał karnie obok mnie, zatrzymując się na moje żądanie i grzecznie przepuszczając bardzo
nieliczny pieszych. W końcu dojechaliśmy do ścieżki rowerowej prowadzącej do parku.
Park okazał być w fazie wstępnej odbudowy. Przygotowano parę ścieżek i miejsce pod ławeczki.
Ławeczek niestety nie było. Za krzakami za to był tor do skoków na rowerach oblegany przez prawie
dorosłych szalonych chłopaków. Co chwilę ktoś wyskakiwał z rowerem w górę, albo i bez roweru ;-)
Krzyś popatrzył na całość...
- Jedziemy? - spojrzał na mnie z (...)